Tajlandia – Bangkok (2016)

 

Do Azji wybraliśmy się liniami Qatar Airways z Warszawy z krótką przesiadką w Doha. Warto zaznaczyć, że w Bangkoku są dwa lotniska. Jedno z większych na świecie – Suvarnabhumi, do którego dostaliśmy się z Polski oraz Don Muang, z którego latają linie wewnątrz azjatyckie.

Same przygotowania trwały kilkadziesiąt godzin. Rezerwacje noclegów, przeczytanie co warto, a co nie warto, ustalenie planów, kupno biletów na loty wewnętrzne zajęły sporo czasu. Ale było warto.

Z lotniska dojechaliśmy kolejką (Airport Rail Link, CITY LINE version) do Phaya Tay, następnie taxi do Rambuttri Village Plaza, gdzie mieliśmy nocleg. Blisko sklepy, pralnia, przechowalnia bagażów, tuż obok Khao San Road – polecamy hotel. I tak oto zaczął się pierwszy dzień w azjatyckim klimacie 🙂

Z powodu śmierci króla w większości sklepów w Bangkoku nie można było kupić alkoholu. Cóż – alkohol i tak nie był głownym punktem naszego wyjazdu. Pierwsze zetknięcie z tajską kulturą i pierwszy brak słów, żeby to opisać. Było tak…hmm…inaczej 🙂 Zupełnie inaczej niż jest w Europie. I Pad Thai – mmm 🙂

W Bangkoku zwiedzialiśmy:
– wszystkie Wat’y 🙂
– Grand Palace
– Chinatown
– Patpong
Jednym z naszym ulubionych (i jakże klimatycznych) środków transportu były tramwaje wodne. Cieżko stwierdzić czy to ich prawdziwa nazwa, ale dla uproszczenia przyjmijmy, że tak było.

Typowe azjatyckie cargo:)

Bangkok z góry.

Uliczna restauracja.

Tramwaj wodny.

Świątynie. I budda we wszystkich możliwych pozycjach.

Bangkok wieczorem:

Typowe azjatyckie instalacje 🙂

I małpki w drodze na Golden Mountain:)

Na jeden dzień wykupiliśmy wycieczkę na pływające targi w Damnoen Saduak ok 100 km od Bangkoku. Na miejscu przywieźli nas łódką, później mieliśmy czas na zakupy.
Wrażenia? Mieszane. Z jednej strony fajnie zobaczyć jak to kiedyś wyglądało, jak nie było asfaltu i całe życie toczyło się tu na wodzie. Z drugiej to jednak typowy przemiał turystów z naciągaczami na każdym kroku.

Jedno z moich ulubionych dań, chińska buła z czymś:)

Zupka.

I Słonik 🙂

I coś, co mnie najbardziej zaskoczyło w Bangkoku. Metro. Wszędzie chaos, a tu ludzie grzecznie w kolekcje czekają na pociąg. Nie mogłam się na to napatrzeć…

 

W Bangkoku spędziliśmy łącznie 4 dni, czas aby ruszyć dalej. Do Kambodży! 🙂

 

Informacje dodatkowe:

  • Przed wyjazdem szczepiliśmy się na żółtaczkę typu A (typ B był podany w szkole). Wzięliśmy ze sobą dość mocno załadowaną apteczkę, na którą złożyło się:Aspargin (niedobór magnezu i potasu)
    NOSPA
    Espumisan
    Paracetamol
    HascoVir (żel)
    Antotalgin
    Orofar
    Cholinex Intense
    Acatar
    Sinulan Forte
    Clatra
    Allegra
    Thicodin
    Fenistil
    Hydrosil
    Patthenol
    Witaminy
    Clotrimazorum
    Plasterki
    Woda utleniona w żelu
    Stoperan
    Wapno
    Magnez
    Środki na komary – min. 50% DEETOczywiście do tego szereg mocnych olejków/kremów do opalania. Po czasie można stwierdzić że z tej całej listy leków (nie licząc środków na komary) używalismy:
    witaminy
    magnez
    Cholinex Intense (ach, te klimatyzacje 🙁  )
  • Kolejka do Phaya Tay kosztowała 45THB za osobę

189 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *